poniedziałek, 3 sierpnia 2015

3. ,,It's a long story"

    Kiedy następnego dnia, ja i Jake docieramy do szkoły, Sophia już czeka na nas przy bramie, rozglądając się nerwowo po kampusie.
     - Słuchajcie, za chwilę zacznie się lekcja, a Justina ani śladu. Myślicie że zrezygnował? - Przyjaciółka otwiera szeroko oczy, które są żółte od soczewek.
     - Czemu niby miałby zrezygnować? Przecież dopiero zaczął szkołę. - Zauważam i zmierzam w stronę swoje szafki, a przyjaciółka podskakuje obok. Grube podeszwy jej butów głucho odbijają się na płytkach chodnika.
     - Tylko że Justin musi wrócić. Przecież Sam pożyczyła mu swój egzemplarz Wichrowych Wzgórz i jakoś powinien go oddać - wtrąca Jake, zanim udaje mi się go powstrzymać.
    Kręcę głową i próbuję otworzyć kłódkę, czując przy tym wzrok przyjaciółki.
     - Kiedy to się stało? - Kładzie rękę na biodrze i wbija we mnie wzrok. - Pierwsza go zaklepałam! I dlaczego ja nic o tym nie wiem? Ostatnio słyszałam, że jeszcze go nawet nie widziałaś.
     - Ależ oczywiście że go widziała. Stanęła jak wryta, mało brakowało a musiałbym dzwonić po karetkę! - śmieje się Mike. Potrząsam głową, zamykam szafkę i idę dalej korytarzem. - Przecież to prawda. - Wzrusza ramionami i rusza za mną.
    Sophia przez ten cały czas patrzy na mnie i nie odzywa się ani słowem, a przez zazdrość jej aura zmienia kolor na obrzydliwie zielony.
    Oddycham głęboko i myślę, że gdyby nie byli moimi przyjaciółmi już dawno, wygarnęłabym im jak bezsensownie się zachowują. W końcu od kiedy może sobie ,,zaklepać" drugą osobę? Ale nie mówię tego wszystkiego, tylko odpowiadam:
     - Mogę wam powiedzieć tylko tyle, że Bieber mnie nie interesuje. Wiem, że trudno wam w to uwierzyć, ponieważ jest tak zajebisty, boski, seksowny i przystojny, czy jak wy to sobie tam nazwiecie, ale prawda jest taka że J u s t i n   B i e b e r  w c a l e   m i   s i ę  n i e   p o d o b a  i nie wiem, jak inaczej mogę wam to wytłumaczyć.
     - Chyba już nie musisz niczego tłumaczyć - mamrocze Sophia po nosem, wbijając wzrok w jakiś punkt przed sobą.
    Moje spojrzenie wędruje w to samo miejsce i widzę stojącego tam Justina - jego lśniące, idealnie postawione do góry włosy, oczy w których można się utopić, cudowne ciało i ten przyjemny uśmiech, który sprawia że moje serce na moment zamiera. Chłopak przytrzymuje drzwi od klasy i mówi:
- Proszę.
    Wpadam do sali i rzucam się w stronę ławki, prawie potykając się o plecak, który Olivia postawiła na mojej drodze. Na twarz wypływają mi rumieńce - wiem, że Justin stał tuż za mną i słyszał każde moje koszmarne słowo.
    Kładę torbę na podłodze, siadam na krześle, podnoszę kaptur i włączam iPoda z nadzieją, że zagłuszę panujący dokoła hałas i zmniejszę znaczenie tego, co się właśnie stało. Zapewniam samą siebie że taki facet jest zbyt fajny, by móc przejmować się słowami takiej dziewczyny jak ja.
    Kiedy zaczynam się już uspokajać, nagle moje ciało przeszywa porażający dreszcz - jakby przepłynął przez nie prąd.
    A to dlatego że Justin dotknął mojej dłoni.
    Ale kiedy przenoszę wzrok ze swojej dłoni na twarz chłopaka, on tylko uśmiecha się i mówi:
     - Chciałem ci to oddać. - Podaje mi Wichrowe Wzgórza.
    Chociaż zabrzmi to wariacko, ale gdy słyszę jego głos, wszystkie inne dźwięki w klasie znikają.
    Kręcę głową i pytam:
     - Jesteś pewien, że nie chcesz jeszcze poczytać? Bo ja już nie potrzebuję, znam zakończenie. - Justin zabiera dłoń, ale ja jeszcze przez chwilę drżę.
     - Ja też je znam. - mówi.
    Kiedy mam zamiar włożyć słuchawki do uszu, by uciszyć złośliwe komentarze Olivii i Mii, które słyszę w głowie, Justin ponownie dotyka mojej dłoni i pyta:
     - Czego słuchasz?
    I wtedy znów wszystkie głosy cichną. Przez kilka sekund naprawdę nie słyszę żadnych myśli, szeptów - nic, tylko jego ciepły, przyjazny głos. Kiedy poczułam to poprzednio, zdawało mi się, że mam halucynacje, ale tym razem wiem że to naprawdę się dzieje.
    Zerkam w bok, czując, jak po moim ciele rozchodzi się elektryzujące ciepło, ale zupełnie nie wiem co je wywołuje.
     - Pytam, czego słuchasz. - Justin uśmiecha się.
     - Co? Hm, to taka składanka, którą zgrała mi moja przyjaciółka Sophia. Głównie różne starocie, lata osiemdziesiąte. - Wzruszam ramionami, ani na moment nie odrywając wzroku od oczu Biebera.
     -Ty też jesteś Gotką? - pyta, unosząc brwi i spoglądając z niedowierzaniem na mój długi brąz kucyk.
     - Nie, bynajmniej. To Sophia ich lubi. - próbuję się zaśmiać, ale z gardła wydobywa się jakiś dziwny skrzeczący dźwięk.
     - A Ty? Co ty lubisz? - Justin wciąż na mnie patrzy, wyraźnie rozbawiony.
    Kiedy już mam odpowiedzieć, do klasy wchodzi pan Snape z zarumienioną tworzą. Justin opiera się na krześle a ja wzdycham i zdejmuję kaptur. A Olivia, Mia i jej chłopak Thomas zastanawiają się, co taki fajny facet we mnie widzi.

    Kiedy siadam przy stoliku w stołówce, Sophia i Jake już jedzą lunch. Niestety, obok nich usadowił się także Justin, więc od razu mam ochotę uciec w przeciwnym kierunku.
     - Możesz się do nas dosiąść, ale musisz obiecać, że nie będziesz się gapić na nowego - śmieje się Jake. - Nikt ci nigdy nie powiedział, że nie ładnie się tak gapić?
    Wzdycham nonszalancko i siadam na ławce obok przyjaciela, bardzo zdeterminowana, by pokazać, jak bardzo jest mi obojętna obecność Justina.
     - Wychowałam się w dżungli, musisz mnie zrozumieć. - Wzruszyłam ramionami i zajmuję się rozpakowywaniem kanapek.
     - A mnie wychowali drag queen i pisarka romansów - oznajmia przyjaciel, sięgając ręką, by ukraść cukierek z czubka przed-halloweenowej babeczki Sophii.
     - Przykro mi, kochany, ale to nie ciebie, tylko Chandlera z Przyjaciół - śmieje się blondynka. - Za to mnie wychował sabat czarownic. Byłam piękną księżniczką wampirzycą, kochaną, czczoną i podziwianą przez wszystkich. Mieszkałam w przepięknym, gotyckim zamku i nie mam pojęcia, jak to się stało, że wylądowałam w tym paskudnym budynku z bandą palantów. A ty gdzie się wychowałeś? - tym razem zwraca się do Justina.
    Chłopak popija jakiś dziwny, czerwony napój ze szklanej butelki, patrzy na naszą trójkę i odpowiada:
     - We Włoszech, we Francji, Hiszpanii, Belgii, Nowym Jorku, Nowym Orleanie, Oregonie, Indiach, Nowym Meksyku, Egipcie i paru innych miejscach. - Uśmiecha się.
     - Żołnierskie dziecko? - Sophia zdejmuje różowy cukierek i rzuca go Jack'owi.
     - Samantha też mieszkała w Oregonie. - Jack wrzuca cukierek na język i popija go łykiem witaminizowanej wody.
     - Ja w Portlandzie. - Justin kiwa głową.
     - A Sam w Eugene - odpowiada Jack, za co zostaje skarcony wzrokiem przez Sophie, która mimo moich wcześniejszych wyjaśnień wciąż traktuje mnie jak największą przeszkodę na drodze do miłosnego szczęścia i bardzo nie chce, by Justin zwracał na mnie uwagę. A on znów się uśmiecha, spoglądając w moim kierunku.
     - Tak, w Eugene - mamroczę, koncentrując się na kanapce i próbując nie patrzeć w tamtą stronę. Tak samo jak wcześniej w klasie - gdy Justin do mnie mówi, słyszę tylko jego głos.
    A kiedy nasze spojrzenia się spotykają, robi mi się ciepło.
    A kiedy jego stopa dotyka mojej, całe moje ciało zaczyna drżeć.
    I to naprawdę zaczyna mnie przerażać.
     - Jak to się stało, że wylądowałaś tutaj? - Justin pochyla się w moją stronę, skłaniając tym samym Sophie, by przysunęła się bliżej niego.
    Wpatruję się w stół, coraz bardziej nerwowo zaciskając usta. Wolę nie mówić o dawnym życiu. Nie ma sensu rozpamiętywać wszystkich bolesnych szczegółów. Ani wyjaśniać, jak to się stało, że cała moja rodzina zginęła, a ja - z własnej winy - jakimś cudem przeżyłam. Odrywam więc tylko kęs kanapki i mówię:
     - To długa historia.
    Czuję na sobie spojrzenie Justina - ciepłe, intensywne, zapraszające do rozmowy - i robię się tak zestresowana, że pocą mi się dłonie, a butelka wypada mi z rąk. Tak szybko, że nie udaje mi się jej złapać, tylko czekam, aż płyn rozleje się po stole.
    Jednak zanim tak się staje, chłopak chwyta butelkę i podaje mi ją. Siedzę nieruchomo jak słup soli, unikając jego oczu, zastanawiając się, czy tylko ja zauważyłam, że Bieber poruszył się tak niewiarygodnie szybko jak, te postacie w kreskówkach, które czasem z Sophie oglądam.
Jake wypytuje Justina o Nowy Jork, a Sophie przysuwa się tak blisko niego, że właściwie siada mu na kolanach. Biorę głęboki oddech, kończę lunch i staram się uwierzyć, że to wszystko mi się przewidziało.

     Kiedy nareszcie słychać dzwonek, zbieramy nasze rzeczy i wracamy do klasy. Od razu, gdy tylko Justin się nieco oddala, pytam przyjaciół:
     - Jak to się stało, że usiadł akurat z wami? - Aż krzywię się na dźwięk własnego zirytowanego, oskarżycielskiego tonu. - Zresztą, mogłeś sobie chociaż darować ten komentarz o gapieniu się - Tym razem zwracam się do Jake. Wolałabym nie mówić, co naprawę myślę i nie denerwować przyjaciół dość oczywistym, ale niezbyt miłym pytaniem ,,Czemu taki facet jak Justin Bieber, trzyma się z nami - trójką największych sierot w tej szkole?"
     - Uspokój si, przecież uznał to za dobry żart - Jake wcale się nie przejmuje. - Zresztą dzisiaj wieczorem wpadnie do ciebie, tak około ósmej.
     - Słucham? - Wpatruję się w niego i nagle przypomina mi się, jak podczas lunchu Sophie wciąż myślała intensywnie o tym, co włoży wieczorem, a Jake zastanawiał się, czy zdąży pójść do solarium. Teraz wszystko nabiera sensu.
     - Najwyraźniej Justin nie znosi futbolu tak samo jak my, o czym przypadkiem dowiedzieliśmy się z krótkiego wywiadu przeprowadzonego przez pannę Sophie na chwilę przed twoim przyjściem. - Sophie uśmiecha się i dyga, a pokryte siatkowymi rajstopami kolana, rozchodzą się na boki. - A skoro jest tu nowy i nie zna nikogo innego, pomyśleliśmy, że go przygarniemy i uniemożliwimy zawieranie nowych przyjaźni.
     - Ale... - milknę, nie wiedząc, jak to ująć. Wiem tylko że nie chcę, by Justin do mnie przychodził, ani dziś wieczorem, ani nigdy.

~     ~     ~     ~  

No. 
Więc, ten..
Nie wiem jak to napisać, ale jestem jednym słowem - wykończona.
Rozdziały będę się starała dodawać tak około 3, 4 razy w tygodniu.
Jest tylko jeden warunek..
5 kom - kolejny rozdział.
Do zobaczenia w 4 rozdziale :)))))
możecie pytać na asku o co chcecie -> ask.fm/alexyisreal



niedziela, 2 sierpnia 2015

2. ,,Samantha, right?"

    Ważne! Notka na dole! Przeczytajcie!

    Podczas lunchu wszyscy oczywiście rozmawiają tylko o jednym : Widziałaś tego nowego, Justina? Jest boski. - I taki seksowny - Podobno przyjechał z Kanady. - Nie, z Meksyku. - Nieważne, na pewno z zagranicy - Muszę się z nim umówić - Nawet go nie poznałaś. - Nie martw się, poznam.
     - Ja nie mogę! Widziałaś tego nowego Justina? - Sophie siada obok mnie, i przygląda mi się bacznie.
     - Błagam, ty też? - Potrząsam głową i wgryzam się w jabłko.
     - Na pewno byś tak nie mówiła, gdy by zdarzyło ci się na niego choć raz spojrzeć. - odpowiada mi, wyjmując przy tym waniliową babeczkę i gryząc kawałek. 
     - Gadacie o Bieberze? - wtrąca szeptem Jake, siadając obok nas i opierając łokcie na stole, a jego buzia wykrzywia się w uśmiechu. - Jest cudowny! Widziałyście jego buty? Też chce takie Nike'i!
    Sophia zerka na Jake'a mrużąc swoje żółte oczy.
     - Za późno, pierwsza go zaklepałam.
     - Sorry, nie wiedziałem że interesuje cię ktoś poza ludźmi emo. - Odpowiada jej złośliwie blondyn i odpakowuje swoją kanapkę.
    Dziewczyna śmieje się i mówi:
     - Jeśli ktoś wgląda tak bosko jak on, to oczywiście że tak. Przysięgam, Justin jest tak cholernie przystojny, że musisz go zobaczyć - Tym razem zwraca się do mnie, i kręci głową. 
     - Nie widziałaś go? - Jake mało co nie zakrztusił się kanapką. 
     - Siedziałam obok niego na angielskim - odzywam się po dłuższej chwili. - Musieliśmy korzystać z jednej książki, nie przyjrzałam mu się zbyt dobrze.
     - M u s i e l i ś m y? - Sophia zrobiła chwilę przerwy by móc zrozumieć co właśnie powiedziałam. - Rany to chyba musiało być dla ciebie naprawdę przykre, pewnie bardzo cierpiałaś.. - Wzdycha głośno - Nie wytrzymam, ty zupełnie nie rozumiesz jaką szczęściarą jesteś. Zupełnie tego nie doceniasz..
     - Dobra, możemy zakończyć już ten temat? Zaraz dzwonek, nie chcę się spóźnić na lekcje. - Wstałam od stołu i odniosłam tackę z niedokończonym jedzeniem.
  ~
    Justin jest nie tylko w mojej grupie na angielskim, ale także na plastyce, a na dodatek zaparkował koło mnie przed szkołą. I choć do tej pory udawało mi się patrzeć wyłącznie na czubki jego butów, widziałam teraz że okres ochronny dobiegł końca.
     - O mój boże, on tam jest! Dokładnie obok nas! - Jake wydaje dokładnie dziewczęcy pisk, który oszczędza na najbardziej ekscytujące chwile w swoim życiu. - Tylko popatrz na tę brykę- lśniące BMW, przyciemnione szyby, cudo, istne cudo. Dobra powiem ci co zrobimy, otworzę drzwi od swojej strony i niechcący walnę w jego auto i w ten sposób będę miał wymówkę by do niego zagadać.
     - Nie zadrapiesz ani mojego samochodu, ani jego samochodu, ani żadnego innego samochodu. - Kręcę głową i wyjmuję kluczyki.
     - Dobrze - zgadza się Jake - Możesz wyrzucić moje marzenia do kosza, wszystko mi jedno. Ale zrób coś dla siebie i tylko na niego spójrz! 
    Kiedy mam zamiar otworzyć drzwi od samochodu przyjaciel szarpnięciem zrzuca mi kaptur z głowy, ściąga okulary przeciwsłoneczne i biegnie w przeciwną stronę, gdzie zmusza mnie bym spojrzała na Justina.
    Robię to, nie mogę przecież nie mogę się całe życie ukrywać.
    I chociaż przyjaciel macha do mnie bym opuściła misję i wróciła do bazy, ja nie potrafię. Pewnie że bym chciała,, ale najzwyczajniej nie mogę. Nie chodzi o to że Justin jest niezaprzeczalnie piękny, a jego lśniące ciemno blond włosy są idealnie postawione do góry.. Chodzi o to, że kiedy ściąga okulary by na mnie spojrzeć, ja tonę w jego karmelowych, głębokich, dziwnie znajomych oczach. I te usta! Doskonale ułożone w kształt serca. 
     - Sam? Halooo! Już możesz się obudzić. Proszę. - Jake odwraca się do Bieber'a i śmieje się nerwowo. - Przepraszam za koleżankę, ona zwykle się tak nie zachowuje. 
    Oczywiście, wiem że muszę przestać. Natychmiast muszę przestać. Ale oczy Justina nadal się we mnie wpatrują a ich kolor staje się coraz głębszy, a usta formują się w uśmiech. Bardziej fascynuje mnie to co się dzieje wokół jego ciała - od czubka idealnych włosów do podeszw markowych butów.. Pustka.
    Zupełnie bezbarwna przestrzeń.
    Żadnego koloru, żadnego pulsowania świateł.
    Każdy ma swoją aurę. Każde żywe stworzenie ma otaczającą go aurę, taka gama kolorów, tęczowe pole energii, o którym istnieniu nie mamy pojęcia. Przed wypadkiem nie miałam pojęcia o takich rzeczach. I nie posiadałam zdolności widzenia aury. Ale po krótkim czasie wybudzenia się w szpitalnym łóżku, zaczęłam wszędzie widzieć kolory.

*Wspomnienie*
     - Dobrze się czujesz? - spytała mnie wtedy rudowłosa pielęgniarka, spoglądając na mnie z zaniepokojeniem.
     - Tak, ale dlaczego pani jest cała różowa? - zmrużyłam oczy, nieco zaniepokojona bladoróżowym blaskiem otaczającym jej młode ciało.
     - Czemu jestem różowa? - pielęgniarka próbowała ukryć zaskoczenie.
     - W porządku kochana, musisz odpocząć, a ja wezwę lekarza. - wycofała się z mojej sali i szybkim krokiem ruszyła do gabinetu lekarza.
    Dopiero kiedy poddano mnie dziesiątkom badań okulistycznych i innych pierdół dowiedziałam się że muszę trzymać informację o kolorach dla siebie.
*Koniec wspomnienia*

     - Samantha, prawda? - odzywa się w końcu Justin odsłaniając przy tym szereg białych, idealnie równych zębów. 
    Stoję jak słup soli i widzę jak Jake znacząco chrząka, przypominając sobie jak bardzo nie lubi być ignorowany, wskazuję na niego dłonią i odzywam się:
     - Rany przepraszam! Jake to Justin, Justin, Jake.
    Justin zerka na Jake'a, kiwa głową i znów zwraca się do mnie. Cudowne spojrzenie powraca niosąc ze sobą spokój i ciepło. 
     - Mogę cię o coś poprosić? - uśmiecha się. - Pożyczysz mi swój egzemplarz Wichrowych Wzgórz? Muszę trochę nadrobić, a nie będę miał czasu by iść dzisiaj do księgarni.
    Sięgam do plecaka, wyciągam książkę i trzymając ją końcami palców, podaję Justinowi. Dopiero gdy Bieber wrzuca książkę do auta i mówi - Dzięki, do jutra! - zdaję sobie sprawę że oprócz drobnego dreszczu ekscytacji nic się nie stało.
    Wsiadamy z Jak'iem do samochodu gdy on zaczyna gadać, nie zwracam na to uwagi, nawet go nie słucham.
    W końcu jak mam sobie wyjaśnić, że od czasu wypadku jedynymi osobami, których nie potrafię usłyszeć, których dotyk nie powoduje u mnie jasnowidzenia i których aury nie widzę, są... ludzie martwi?
 ~

    Ostatnio zapomniałam także wam wspomnieć że nie widzę tylko aur, czy czytam w myślach i jestem medium, widuję także zmarłe osoby, w tym mojego brata.
    Tak, widuje się z moim zmarłym bratem.
    Pewnie uważacie mnie za wariatkę, jak każdy kto by się o tym dowiedział. Dlatego nikt nie może wiedzieć.

    Kiedy Austin pojawił się po raz pierwszy, w środku nocy, stał przy moim szpitalnym łóżku, w ręce trzymając białą różę. Wciąż nie wiem co mnie obudziło, bo nie odezwał się ani słowem, nie wydawał żadnego dźwięku. Po prostu wyczułam jego obecność.
    Na początku zdawało mi się, że to halucynacje - kolejny efekt uboczny leków przeciw bólowych, które brałam. Ale kiedy już przetarłam oczy po raz kolejny i mrugnęłam chyba milion razy, Austin wciąż tam był. Jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby krzyczeć i wołać o pomoc.
    Po jakimś czasie postanowiłam się odezwać - Gdzie są mama i tata?
   Przechylił tylko głowę na bok, jakby wszyscy stali gdzieś obok, ale oprócz starych mebli nie widziałam tam niczego.
     - Nie rozumiem.
    Po tych słowach brat zniknął. Tak po prostu. Jakby rozpłynął się w powietrzu, a tak było.

    Spędziłam w szpitalu około miesiąca, lecząc połamane kości, wstrząs mózgu, krwotoki, siniaki i zadrapania oraz głęboką ranę na czole. Kiedy leżałam cała zabandażowana, Taylor  musiała sama posprzątać nasz dom, załatwić pogrzeby i spakować moje rzeczy przed przeprowadzką do domu ciotki.
    Po jakieś godzinie leżenia na łóżku i rozmyślania o moim nędznym życiu oraz ciągłego zadawania sobie pytania: ,,Dlaczego ja?", drzwi do mojego pokoju otworzyły się a w nich stanęła Taylor w swoim stroju do pracy.
     - Przepraszam, że muszę cię zostawić samą - powiedziała, wyraźnie chcąc jak najszybciej wrócić do biura, w którym wszystko było poukładane.
    Sekundę po tym, jak drzwi zamknęły się za ciotką, rzuciłam się na łóżko, schowałam twarz w dłoniach i wybuchnęłam płaczem. Czasami mam taką ochotę zatrzymać czas i wypłakać całe swoje życie, niestety takiego daru mi nie dano.
    Moje żalenie się nad sobą przerwał dobrze znany mi głos.
     - Proszę cię, co ty w ogóle wyrabiasz? Widziałaś co tu jest? Plazma, kominek, wanna z bąbelkami. Ha-lo!
     - Myślałam że nie możesz mówić. - Przewróciłam się na bok i spojrzałam na Austina, tym razem ubranego w czerwoną koszule w kratę, czarne rurki i supry, które dostał ode mnie na swoje 14 urodziny.
     - Oczywiście że mogę mówić, nie bądź głupia, chciałem się trochę ponabijać, nie złość się. - Brat chodził po pokoju, gładząc ręką biurko, nowego laptopa i IPoda, którego zostawiła obok ciotka. - Nie mogę uwierzyć że trafiło ci się coś takiego! To cholernie niesprawiedliwe! - Skrzywił się - A ty nawet nie potrafisz tego docenić! Widziałaś swój balkon? Pofatygowałaś się w ogóle, żeby wyjść na zewnątrz?
     - Mam gdzieś widoki - odparłam, zakładając ręce na piersi i patrząc na brata - Nie mogę uwierzyć, że robiłeś mnie w chuja, udając że nie umiesz mówić...
     - Jakoś przeżyjesz - zaśmiał się.
    Patrzyłam, jak rozsuwa zasłony i walczy z balkonowymi drzwiami.
     - Chodź tu, spójrz na ten zarąbisty widok.
    Tak zrobiłam. Wstałam z łóżka, otarłam rękami oczy i wyszłam na balkon. Minęłam Austina i stanęłam na kamiennej podłodze i z oszołomieniem patrzyłam na ten zdumiewający krajobraz. Kiedy się odwróciłam, by spojrzeć na brata, jego już nie było.
~     ~     ~     ~     ~     ~

Taylor - ciotka Samanthy, do której nasza bohaterka musiała się przeprowadzić.
Lucie - dawny pies Sam, nie wiem po co to piszę, ale nie chcę by coś było nie jasne.
Austin - to pewnie już jest jasne, brat naszej bohaterki.
Postacie niedługo powinny się pojawić z zakładce - Bahaterowie, oczywiście nie wszyscy :D
Miałam wątpliwości co do zakończenia rozdziału na pierwszej części, ale postanowiłam też dodać fragment o bracie Sam. 
Pozostaje tylko jedno pytanie..
Kim naprawdę jest Justin?
Jeszcze jedno! Co do tych aur, to postanowiłam że zrobię osobną zakładkę na ten temat, ponieważ jest ich dużo rodzai, a zaczną się one pojawiać coraz częściej.
:)
ig -> AlexyIsReal
możecie mnie znaleźć też tu -> ask.fm/alexyisreal

sobota, 1 sierpnia 2015

1.,,My dears, this is Justin Bieber"

 * Samantha Pov. *

     -Zgadnij kto to?
    Sophia kładzie swoje ciepłe ręce na moich policzkach, a jej duży, srebrny pierścionek w kształcie czaszki zostawia ślad na mojej skórze. Mimo że przez ręce mojej przyjaciółki nic nie widzę, to wiem że zaraz ujrzę ufarbowane na blond włosy z dużą ilością jaśniejszych i ciemniejszych pasemek, biało czarny sweterek który kupiła będąc ze mną i Jake'iem na zakupach, krótkie czarne, lekko potargane spodenki oraz srebrny koczyk w nosie, który nie dawno zrobiła.
    Wiem też że ojciec Sophie wcale nie wyjechał ,,w interesach", jak twierdził; że osobisty trener jej mamy jest bardziej ,,osobistym" niż ,,trenerem", a młodszy brat zgubił jej płytę Evanescence, ale boi się do tego przyznać.
    Wiem to wszystko nie dlatego że podglądam czy szpieguję przyjaciółkę albo usłyszałam to od niej samej.Wiem, bo czytam w myślach.
    Pewnie was to dziwi ale przez ten miesiąc spędzony w szpitalu i kilka tygodni w domu, wiele zmieniło się w moim życiu. Tak jak już wiecie, czytam w myślach. Odkryłam to gdy kilka razy słyszałam czyiś głos, lecz on wcale nie pochodził z ust tej osoby.
    Pierwsza myśl : Schizofrenia.
    Przez dotyk widziałam czyjeś życie także przez dotyk potrafiłam przeczytać całą książkę w myślach. Na początku było to dziwne ale po jakimś czasie zaczęłam się do tego przyzwyczajać.
     - Pośpiesz się! Zaraz lekcje! - mówi szorstkim głosem jakby paliła paczkę papierosów dziennie, a tak naprawdę to raz w życiu spróbowała.
     - Britney Spears?
     -Nie! Spróbuj jeszcze raz! - Przyciska dłonie mocniej, nie mając pojęcia że ja nie muszę widzieć, żeby wiedzieć.
     - Marilyn Manson?
    Śmieje się i zabiera dłonie z moich oczu, potem oblizuje kciuk chcąc zetrzeć smugę na moim policzku, ale ja podnoszę rękę i ją ubiegam. Nie dlatego że brzydzę się jej śliny, ale po prostu nie chcę by znów mnie dotykała. Dotyk odsłania zbyt wiele, widzę i słyszę to czego nie powinnam, dlatego unikam go za wszelką cenę.
    Sophia żartobliwie zakłada mi kaptur od mojej bluzy na głowę po czym próbuje zabrać mi słuchawki i pyta:
     - Czego słuchasz?
    Sięgam do tajemniczej kieszeni przeznaczonej na mój iPod - podobne wszyłam do każdej z moich bluz by ukryć białe kabelki przed nauczycielami - i podaję jej słuchawki, patrząc jak oczy prawie wychodzą jej na wierzch. - Co do cholery! Głośniej się nie da? I kto to w ogóle jest?
    Podaje mi jedną słuchawkę i dociera do nas dźwięk elektrycznej gitary zespołu The Rasmus, nie mam pojęcia o czym śpiewają ale ważne że jest wystarczająco głośno by zagłuszyć moje wyostrzone zmysły.
     - To jakiś cud że w ogóle mnie słyszałaś - Sophia uśmiecha się i dokładnie w tym samym momencie w szkolnym budynku rozlega się dźwięk znanego nam wszystkim dzwonka.
    Wzruszam tylko ramionami. Nie muszę słyszeć żeby wiedzieć. Choć oczywiście nie powiem tego głośno.
   Żegnamy się, obiecując sobie spotkanie w przerwie na lunch, i przez cały kampus ruszam w stronę klasy.
   Waham się widząc dwóch starszych chłopaków podchodzących do niej od tylu i ciągnąc za jedno z jej pasemek. Ale gdy Sophia odwraca się i spogląda na nich swoimi groźnymi, żółtymi od soczewek oczami, odchodzą zostawiając ją w spokoju.
   Oddycham z ulgą, wchodzę do klasy i idę na swoje miejsce z tyłu klasy, omijając torbę którą Olivia postawiła na mojej drodze i ignorując zwyczajne wyzwiska lecące z jej ust. Frajerkaa!
   Siadam, wyjmuję z torby podręcznik, zeszyt i długopis, wkładam słuchawki do uszu, naciągam kaptur na głowę i czekam aż do klasy wejdzie pan Whitford.
   Whitford zawsze się spóźnia. Najczęściej dlatego, że między zajęciami lubi pociągać ze swojej piersiówki. A robi to bo żona bezustannie na niego wrzeszczy, córka uważa go za palanta a on sam nienawidzi swojego życia. Dowiedziałam się tego kilka dni temu gdy przypadkowo dotknęłam jego ręki, oddając mu pracę na biurko. Teraz gdy muszę dostarczyć jakiś dokument po prostu kładę go na krawędzi i odchodzę.
   Chwilę przed tym zanim wchodzi pan Whitford, zdejmuję kaptur, wyłączam muzykę i zaczynam udawać że czytam książkę. Nawet nie podnoszę wzroku gdy nauczyciel mówi:
     - Moi drodzy, to jest Justin Bieber. Właśnie przeniósł się tutaj z Nowego Jorku. Justin zajmij proszę wolne miejsce, obok Samanth'y i dopóki nie kupisz sobie lektury, będziesz korzystał z egzemplarza.
    Justin jest boski. Wiem to chociaż nawet na niego nie spojrzałam. Kiedy podchodzi bliżej, całą uwagę skupiam na książce, bo i tak wiem już za dużo o moich kolegach z klasy.
    Jednakże według najgłębiej skrywanych myśli Olivii Jackson, która siedzi kilka rzędów przede mną, Justin Bieber jest absolutnie boski. Jej najlepsza przyjaciółka Mia zgadza się z tym w zupełności. Z blondynką zgadza się także chłopak Mii, Thomas, ale to już zupełnie inna historia.
     - Cześć. - Justin siada na krześle obok, zrzucając przy okazji moją torbę, która z głuchym tąpnięciem spada na podłogę.
    Kiwam głową, nie podnosząc wzroku wyżej niż do czubków jego białych butów typu Nike.
    Pan Whitford prosi, abyśmy otworzyli książki na stronie 125, co sprawia że chłopak pochyla się między ławkami i pyta:
     - Mogę zerknąć?
    Milczę, obawiając się jego bliskości, ale przesuwam lekturę na środek, aż prawie spada z mojego stolika. A kiedy Justin przysuwa krzesło, jeszcze bardziej zmniejszając przestrzeń między nami, umykam na krawędź siedzenia i chowam się pod kapturem.
    Śmieje się cicho, ale jako że wciąż na niego nie spojrzałam, nie wiem co ten śmiech oznacza.
    Schylam się jeszcze bardziej, podpierając dłonią policzek, i spoglądam na zegar. Próbuję ignorować wszystkie nienawistne spojrzenia i złośliwe komentarze, które reszta klasy kieruje w moją stronę. Na przykład: Czemu ten cudowny, seksowny, przystojny nowy chłopak, musi siedzieć koło takiej wariatki?! Biedak. Wiem, że tak myślą Olivia, Mia, Thomas i wszyscy pozostali uczniowie.
    Tylko nie pan Whitford, który prawie tak bardzo jak ja pragnie, by lekcja się szybko skończyła.

~    ~    ~    ~   ~  
Więc mamy pierwszy rozdział!
Jeśli wam się spodobał, skomentujcie, napiszcie
co o nim sądzicie. Co sądzicie o bohaterach..
Nie wiem, cokolwiek :)
ig -> AlexyIsReal 
niedawno także założyłam aska, więc możecie pytać o co chcecie -> alexyisreal


Prolog

   Siedemnastoletnia Samantha Benoist traci w wypadku samochodowym najbliższą rodzinę. Od tego momentu staje się medium - słyszy myśli różnych ludzi, widzi ich aurę i może poznać ich przeszłość. Te umiejętności sprawiają, że otoczenie traktuje ją jak dziwadło, więc dziewczyna zamyka się w sobie. Wszystko się zmienia, kiedy Samantha poznaje nieziemsko przystojnego i tajemniczego Justina Bieber'a.

~    ~    ~    ~    ~    ~ 
Więc mamy prolog, to znaczy.. raczej nazwałabym go wstępem.
Mam nadzieję że fanfiction wam się spodoba i będziecie go czytać.
Jakieś pytanka? Piszcie w komentarzach.
:)